Teksty
Artykuł

Cyrk Współczesny Work in Progress

29.11.2024
Agnieszka Bińczycka

Szersze spojrzenie to przywilej wiecznego Wędrowca, którego niektórzy zechcą zwać Głupcem

Cyrk współczesny work in progress

Agnieszka Bińczycka


Mgr filozofii, absolwentka pedagogiki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, aktorka cyrkowa (Absolwentka Państwowej Szkoły Sztuki Cyrkowej w Warszawie), animatorka kultury, członkini grupy nieformalnej Pracownia Cyrkowa. Od blisko 20 lat kreuje i realizuje artystyczne działania w oparciu o pedagogikę cyrku i szeroki nurt animacji społecznej. Autorka licznych tekstów na temat historii sztuki cyrkowej w Polsce, recenzentka wydarzeń z nurtu cyrku współczesnego.

Cyrk uwikłany jest w podwójny stereotyp: albo się go romantyzuje albo stygmatyzuje. Niezależnie od zajmowanego stanowiska świat wchłania i inspiruje się elementami charakterystycznymi dla jego kulturowej tożsamości. Każdemu orędownikowi sztuki cyrkowej, niezależnie od tego, jaką linię programową reprezentuje, zależy na tym, aby cyrk przestał być tą okropną „babą-dziwo”, którą należy jedynie wytknąć palcem, obśmiać i napiętnować. Tylko konsekwentny, poważny i profesjonalny dyskurs jest w stanie dać prztyczka w nos domorosłym krytykom czy różnej maści ignorantom spłaszczającym znaczenie cyrku do niewartej uwagi sztuki jarmarcznej lub kontrowersyjnych dręczycieli zwierząt. Od dawna trwa zaawansowany proces artystyczny, pedagogiczny, naukowy i społeczny na rzecz polepszenia statusu sztuki cyrkowej. Dziś rozpiera mnie duma (przy jednoczesnym niegasnącym poczuciu misji), jak gigantyczna praca została wykonana, by odkłamać ciążące na cyrku zbitki stereotypów o obraźliwej nomenklaturze. Przyczyniła się ku temu praca artystyczna i społeczna na wielu polach. W ruch poszły cyrkowe artefakty, które przestały służyć tylko wielkim asom areny, a trafiły w ręce amatorów, animatorów, edukatorów, pedagogów. Talerzyk możliwości, Żongluj do celu – tak brzmiały tematy warsztatów, a ich celem nie było kształcenie cyrkowców, a raczej budzenie i wzmacnianie potencjału, jaki tkwi w każdym z nas. Cyrk stał się przystępny i dostępny, a mimo to udało się mu zachować swój unikatowy charakter. 

Aby skutecznie odmienić jednorodny i płaski obraz najstarszej dziedziny sztuki, należy malować go nieustannie na nowo, wyznaczać nowe trendy, łamać utarte kody, a przede wszystkim sięgać do źródeł i bogatych odniesień, bo w nich tkwi fundament, który mocno sztukę cyrkową ukorzenia. Cyrk jako artystyczny byt niejednorodny jest nieustannie „w procesie”. Patrząc na bieg i dynamikę historii cyrku nie ma potrzeby wyważać dawno otwartych już drzwi. Świat bawił się cyrkiem w różnych przestrzeniach, a mariaż z teatrem czy wszelkimi formami ruchu scenicznego był jego integralnym elementem co najmniej od Wieków Średnich. Widowiska uliczne, choć czasem uboższe technicznie, broniły się pomysłem na show i niebywałą energią. Ta machina była w stanie zatrzymać rytm ulicy i przenieść przypadkowych widzów w świat magicznej sztuki. Dzięki sile społecznego oddziaływania, takie widowiska przetrwały próbę czasu. Przed laty były jedną z niewielu form rozrywki, dziś stanowią świetny kontrapunkt do ogranych numerów z areny. 

Losy sztuki cyrkowej to wieczne balansowanie na cienkiej linie: raz święci ona triumf pod wielkim namiotem przy zachwycie publiczności, innym razem jest elementem przestrzeni publicznej. Formy przedstawień były znakiem konkretnych czasów, nawet gdy sztuka cyrkowa funkcjonowała poza systemem. Cyrk, jaki znamy pod mianem „tradycyjny”, to wykwit czasów nowożytnych oraz ambicji twórców, których życie zawodowe związane było z tresurą koni. Nie sposób radykalnie odwrócić wzrok od naszych cyrkowych pionierów i zapomnieć o tym, co im zawdzięczamy. Jednocześnie wychowani w innej estetyce, oczytani w literaturze, wyrobieni teatralnie, wymagamy więcej, sięgamy dalej i nie boimy się artystycznych eksperymentów. Cyrk tradycyjny, mówiąc kolokwialnie, pozostał wierny swojej estetyce i stylowi prezentacji, a koncentrując się na kopiowaniu i odtwarzaniu ogranych pokazów, dorobił sobie gombrowiczowską „gębę” nieśmiesznego klauna w lekko rozmazanym makijażu i wypłowiałym surducie. Ten stan rzeczy próbował spiąć marketing czasu prywatyzacji, reklamując cyrk jako przedstawienie dla dzieci. Robiąc jednokierunkową promocję i przygotowując ofertę pod konkretnego odbiorcę, cyrk uwikłał się w strategię o podwójnym moralnym standardzie, z której przez wiele kolejnych lat nie umiał się wyplątać. 

Życie tradycyjnego cyrku płynęło własnym rytmem, podczas gdy równolegle rozwijało się jakby „drugie życie” tej dziedziny, jako inny rodzaj opowiadania świata. Nowe nurty sztuki cyrkowej nieustannie poszerzały pole swego działania i z czasem zaczęły wyznaczać trendy, wobec których tzw. nurt tradycyjny nie mógł pozostać obojętny. Koronnym przykładem jest temat udziału zwierząt w przedstawieniach: doczekaliśmy czasów, gdy cyrk świadomie zrezygnował z oferowania tej atrakcji widzom.

Uprawianie dyscyplin cyrkowych to wieczny proces. Tu nic nie jest dane raz na zawsze: ani osiągnięty raz poziom sprawności ani pozycja ani status społeczny sztuki. Umiejętność zrozumienia tego nielinearnego rytmu historii to podstawa dobrze odrobionej lekcji. Niezależnie od tego, który nurt reprezentujemy, stajemy w pewnym momencie w „punkcie zero” czując, jakbyśmy wyciągnęli tę samą kartę Tarota. Jest nią Głupiec. Wygląda jak błazen bliski wizerunkowi Stańczyka z obrazu Jana Matejki. Karta, zwana także Wędrowcem, nie ma nic poza swym potencjałem i nieskończonymi możliwościami; jest także symbolem nowego początku, wiecznej wędrówki, zmiany, poszukiwań. Bycie Głupcem to wielki przywilej. To nieustanna umiejętność zachwytu i zdziwienia światem, otwarcie, eksperymentowanie. Dzięki takiej postawie oczywistym staje się konieczność wytyczania nowych ścieżek w sztuce, która nie lubi skamieliny. Cyrk ma łączyć, a nie dzielić. Ma zrównać wszystkich bez względu na status majątkowy czy wykształcenie na wszystkich poziomach emocji. 

Cyrk opiera się na solidnym rzemiośle. Rekwizyty, aby wytrzymać próbę czasu, sprostać wymogom, zachować trwałość i być godne zaufania, muszą być wykonane solidnie, z gruntowną znajomością branży. Wiele z nich to wynik licznych eksperymentów, testowania materii na żywym organizmie. Dlatego cyrk to wielowiekowa fascynująca historia, w której jednym z głównych bohaterów (obok barwnych życiorysów) jest oryginalna twórczość artystów-rzemieślników. O sztuce cyrkowej nie przeczytamy na kartach podręczników czy lektur obowiązkowych, a przecież jest to pokaźny kawał historii świata. Jej cenną składową jest osobista, wręcz intymna relacja z widzem, która „tu i teraz” oddziałuje na wszystkie zmysły. 

Sztuka cyrkowa nie potrafi zadomowić się w jednej przestrzeni. Stacjonarny gmach nadał jej sztucznego „koturna”, strojąc artystów i zwierzęta w barwne żupany i cekiny,  publiczność posadził na aksamitnych siedzeniach, a program wypełnił spektakularnymi numerami i wielkimi cyrkowymi nazwiskami. Cyrk Cinisellich przez większość swego funkcjonowania albo „żył ponad stan” albo ratował się wynajmując arenę na okolicznościowe eventy lub wydarzenia sportowe. Cyrk to nieustanny rollercoaster. Patrząc na zjawisko cyrku współczesnego w szerszej przestrzeni artystycznej nie sposób nie zauważyć dzieł z nurtu prozy, filmu czy teatru, dla których cyrk stał się inspiracją. To dobitny przykład na to, że dyskurs o wielowiekowej sztuce cyrkowej należy ulokować znacznie wyżej niż na poziomie jarmarcznej budy i skutecznie odejść od płytkich narracji opartych jedynie na emocjach nie popartych wiedzą. Cyrk inspiruje. Świat zachwyca się do dziś niesamowitą Oskarową klaunadą Charliego Chaplina. Innym flagowym przykładem jest filmowa perełka La Strada w reż. Federico Felliniego: pomnik kultury, w którym sztuka cyrkowa tworzy piękne tło do osobistej relacji bohaterów. Ale o tych arcydziełach napisano już wszystko. 

Współczesny cyrk to barwny karnawał narracji widoczny w wielu dziedzinach. Oto kilka wybranych przykładów. Gotowi? Bardzo proszę! 

Na pierwszy ogień przychodzi ze swą publikacją z 2018 roku pt.: Wszyscy jesteśmy dziwni reporterka i dziennikarka Karolina Sulej, która odwiedza osobliwą część Nowego Jorku – Coney Island – wielki lunapark, określany także, jako „alter ego każdego z nas”. Autorka prowadzi tam czytelnika niczym do Mekki osobistego wytchnienia, w której można zrzucić wszelkie społeczne konwenanse. Coney to miejsce niezwykłe, tworzone przez różne stany odmienności. „Dziwność” jest pojęciem, które bardzo mocno zrosło się z historią cyrku: a reprezentowały go tzw. gabinety osobliwości – ludzie o rozmaitych deformacjach ciała, niezdiagnozowanych chorobach, ale także czarnoskóre dzieci, albinosi. Wyklęci przez rodziny – w cyrku zyskiwali status gwiazdy, wielki splendor i sławę. W szerszym kontekście opowieść o Coney Island to historia o nas samych: o nieustannej potrzebie rozrywki, o tęsknocie za miejscami, w których karnawalizacja przestrzeni burzy narzucony porządek, oswajając „innego”, gdzie pozorny deficyt może stać się atutem gdy tylko ziarno padnie na podatny grunt. „Cyrk wita Was”: wszystkich odmieńców i tych, których talent jest tłamszony i ignorowany.

Cyrk jako metaforę i komentarz do rzeczywistości brawurowo wykorzystał w Piosence o cyrku autor tekstów i ich wykonawca Wojciech Młynarski, a jego utwór napisany w latach ’80 nie stracił na wartości i świeżości, zwłaszcza, gdy na muzyczny warsztat wziął go 30 lat później Maciej Maleńczuk. Warto pamiętać, że w PRL wytworom artystycznym przyglądała się cenzura; trzeba było dobrze operować słowem i stosować wyrafinowane metafory, aby uniknąć blokady i dopuścić utwór do emisji. Pod płaszczykiem cyrkowego show Młynarski schował jawne absurdy tamtych czasów, odwracając porządek rzeczy i wskazując na rzeczywistość polityczną, jako istny cyrk. Tu żadna sztuczka nie śmieszy, a raczej skłania do buntu przeciw systemowi. Trzeba być dobrym akrobatą i ekwilibrystą, by utrzymać się na powierzchni w zakrzywionej ideologicznie rzeczywistości. 

Fabularyzowane przedstawienia cyrkowe, grane poza tradycyjną areną przez niezależne kolektywy artystyczne, to kontynuatorzy określonej artystycznej linii programowej, która rozkwitła w Polsce w latach 50-tych XX wieku. Publiczność tak samo chętnie ogląda cyrk na scenie jak i na arenie, a te dwa obszary oddziałują na siebie nieustannie, jak dwa bieguny magnesu: to się przyciągają, to znów odpychają. 

Mówi się, że „wszystko już było”. Sztuka cyrkowa jest wszędzie i może wszystko. Ma moc sprawczą, pobudza do kreatywności, prowokuje i jest wiecznie żywa, a także, co ważne – potrzebna. Nie zestarzeje się i nie znudzi, bo ma wielką moc stawania się na nowo i wytyczania sama sobie nowych ścieżek. Jak pisał Bogdan Danowicz

Cyrk jednak nigdy nie zginie. Jest wieczny i zawsze towarzyszyć będzie zmiennym kolejom historii ludzkości, dostosowując do nich, jak czynił to w przeszłości, swoją specyficzną estetykę, swoje programy bazujące zawsze na eksponowaniu odwagi człowieka, jego inscenizowanego heroizmu

Współczesny cyrk to suma doświadczeń wysokich lotów. Cyrk sobie jest, a człowiek, zaglądając za kurtynę tej niezwykłej sztuki, staje się odkrywcą niezwykłych światów i innowatorem. Tak się dzieje, gdy spojrzymy na sztukę cyrkową jak na społeczną rzeźbę, jak na niedokończone dzieło sztuki. Szersze spojrzenie to przywilej wiecznego Wędrowca, którego niektórzy zechcą zwać Głupcem.

Zobacz podobne

Nowy Cyrk — Wszystko Płynie

Nowy Cyrk – Wszystko Płynie

Nowy cyrk to teren nadal nieprzebadany, stworzył ogrom materiału badawczego, wciąż czekającego na poszukujących nowych…

Marta Kuczyńska
Wyzwania w zawodzie artysty cyrkowego

Wyzwania w Zawodzie Artysty Cyrkowego i Ścieżki Kariery

Niniejszy tekst jest ostatnim z serii czterech tekstów prezentujących wyniki projektu „Ścieżka kariery artysty cyrkowego:…

dr Marta Połeć
proces kształcenia artysty cyrkowego

Proces Kształcenia Artysty Cyrkowego

Niniejszy tekst jest trzecim z serii czterech tekstów prezentujących wyniki projektu „Ścieżka kariery artysty cyrkowego:…

dr Marta Połeć
Więcej Tekstów