FLESZ
Mój pierwszy raz w Paryżu. Typ podrzuca duże czerwono jojo pod Centrum Pompidou. Dookoła roześmiany, zafascynowany tłum. „Po co on to robi?” pytam mamy. „To jego praca”, odpowiada. Nie rozumiem jak to może być praca. Nie mogę odwrócić wzroku.
FLESZ
Mój starszy brat pojechał na festiwal i przywiózł coś co nazywa „kwiatowym kijkiem”. Nikt do końca nie wie, co się z tym robi. Zamierzam się dowiedzieć.
FLESZ
Lekcja angielskiego w liceum. Nauczyciel pyta, kim chcemy być w przyszłości. „Artystą cyrkowym”. Znowu trafiam do dyrektorki.
FLESZ
Międzyzdroje, lato. Wywijam podpalonym kwiatowym kijkiem pod molo, głośna muzyka, kapelusz na ziemi. Jakiś dzieciak patrzy na mnie tak, jak ja wtedy w Paryżu. Podchodzę do niego po pokazie. „Chcesz spróbować?”
FLESZ
15 lat później, Tokio, spotkanie pasjonatów kwiatowych kijków. Młody Japończyk w okularach uczy mnie skomplikowanego triku, którego nie potrafi powtórzyć nikt na sali. Rozumiemy się bez słów.
FLESZ
Koniec roku, jestem na kontrakcie w Dubaju. Gorąca noc, jedziemy samochodem do sklepu, który na mapie oznaczony jest tylko cyrylicą. W busie ukraińscy muzycy, Białorusini, rosyjscy żonglerzy. Wszystkich bawi polskie słowo „samochód”. Siedzimy tu razem już od paru tygodni. Zażarcie dyskutujemy o pomysłach na następny pokaz, na Sylwestra, na przyszły rok…
FLESZ
Dwa miesiące później wybucha wojna. Większość z nich trafia do wojska, po przeciwnych stronach. Części już nigdy nie zobaczę.
FLESZ
Festiwal żonglerski. Toaleta w jakiejś podstawówce na Mazurach. Zlew we krwi. Ktoś trafił mnie prosto w nos podczas żonglerskiej walki na maczugi. Nos dziwnie się rusza, chyba znowu jest złamany. Wycieram krew i oblewam twarz zimną wodą. Może zdążę jeszcze na jedną rundę.
FLESZ
Największy konwent żonglerski na świecie. Renegade. Stoję na scenie w namiocie cyrkowym. W ramach konkursu zbieram łyżką Nutellę z czyjegoś meksykańskiego tyłka.
FLESZ
Koleżanka kelnerka opowiada mi, że u nich w pracy to mają prawdziwy cyrk, gdy czasem jest dużo klientów.
FLESZ
4 w nocy, trening, piwnica warszawskiego skłotu. Tylko ja, słuchawki i sprzęt. Całonocne negocjacje z grawitacją.
FLESZ
Prowadzę warsztaty cyrkowe. „Ja nie umiem!”, „Nie da się!”, „Nie wychodzi mi!”. „No dzieciaki, mi od razu wychodziło jak tylko spróbowałem”. „Serio?”, „Nie”. No, może trochę. Nie muszą wiedzieć.
FLESZ
Właśnie wróciłem z kolejnego festiwalu. Podbite oko i szum w głowie. Lądowanie czasem trwa dłużej niż lot.
FLESZ
Pociekły mi łzy na pokazie diabolo. „Niesamowici ci Chińczycy” szepczę koledze. „Oni są z Tajwanu”, „Co to Tajwan?”. Wieczór spędzam na Wikipedii.
FLESZ
Oglądam swoje stare występy jakbym czytał pamiętnik. Wyobrażam sobie znajomych, i co myśleli oglądając. Pewnie jest gigantyczna przepaść między ich interpretacją a moją. Pewnie gdzieś w tej przepaści mieszka ta słynna „sztuka”. Może powinienem znowu coś nagrać.
FLESZ
Międzynarodowy festiwal żonglerski, obserwuję na sali genialnego żonglera. Nieśmiale podchodzę mu powiedzieć, jak bardzo jest niesamowity. Nie mówi zbyt dobrze po angielsku. Rozpoznaje mnie; oglądał któryś z moich filmików. Ktoś je jednak widział poza znajomymi. Mała euforia.
FLESZ
Impreza u MultiVisual, oglądamy razem francuski konkurs cyrkowy. Jeden z artystów przez 5 minut wisi w powietrzu bez ruchu, w proteście. Ciężko powiedzieć przeciwko czemu, ale obraz zapada mi głęboko w pamięć.
FLESZ
Warsztaty żonglerskie w Niemczech, poszliśmy w przerwie na lody. Dyskutujemy o nazwie pewnego żonglerskiego triku. Wtrąca się nasz prowadzący. „W zasadzie to ja wymyśliłem tę nazwę 20 lat temu. To było tak…”. Poznaję legendy.
FLESZ
Oglądam spektakl cyrkowy znajomego, ale nie ma kolorowego kostiumu, electro-swingu, ani make-upu klauna. Żongluje o byciu ojcem. Tak się da?
FLESZ
Znalazłem w internecie dokument o jednym z najlepszych żonglerów w historii. W kilka lat od pierwszego treningu zaczął pobijać rekordy świata, jeszcze jako nastolatek. Dokument kończy się informacją, że został przymusowo wcielony do wojska. Już nie żongluje.
FLESZ
Czasem mam taki sen; ciągnące się po horyzont szare gruzy miasta, dym, ciężkie chmury. Pośrodku ruin stoi samotny klaun w rozmazanym makijażu, w dłoni trzyma kość. Podrzuca ją do góry jak małpa u Kubricka.
DROP.