Morze Cyrku w Stacji Orunia GAK uwrażliwia na ideę „nowego cyrku”: bez zwierząt, ze swobodą, we wspólnocie. Czy się tego spodziewacie, czy nie – ludzie chcą uciec z cyrkiem, a przynajmniej poudawać. Z Katarzyną Smukowską, menadżerką Projektorni GAK, i Dominiką Knap, ekspertką w dziedzinie pedagogiki cyrku, rozmawiała Diana Lenart.
Czego człowiek bez doświadczenia może się nauczyć na warsztatach cyrkowych?
KS: Czy umiesz zrobić coś cyrkowego?
Umiem żonglować dwiema mandarynkami.
KS: Gdybyś przyszła do nas, zabrałybyśmy ci jedną i pokazały, jak poprawnie rzucać najpierw jedną, potem drugą, trzecią i tak dalej. To jest filar warsztatowy festiwalu.

Morze Cyrku, fot. Jakub Gadaj
Chciałabym też chodzić po linie rozpiętej gdzieś bardzo wysoko.
DK: Niedziela będzie dniem specjalnych warsztatów dla rodzin, gdzie będzie można spróbować różnych dyscyplin. Cyrk to nie tylko żonglowanie, ale też akrobatyka. Co do chodzenia po linie – od tego się już odchodzi na rzecz taśm, czyli tzw. slackline’u. Zaczynamy bezpiecznie, delikatnie nad ziemią. W „nowym cyrku” ważne jest to, że wymieniamy się umiejętnościami. Ja sama nie jestem absolwentką szkoły cyrkowej. Tego, co umiem, nauczyłam się na festiwalach od innych pasjonatów.
Opowiedzcie mi o pasji cyrkowej. Zaczęłam od stereotypów, bo chcę z nimi skończyć.
KS: Ja zaczęłam żonglować, jak miałam dwanaście lat, uczyłam się z internetu. Potem były pokazy z ogniem, ale mi przeszło, bo to śmierdzi i można się pobrudzić. Teraz bardziej kręci mnie robienie wydarzeń dla ludzi niż bycie na scenie. Współczesny cyrk odchodzi od zwierząt na rzecz pokazu możliwości ludzkiego ciała i wyrazu artystycznego. Spektakle, które zaprezentujemy, opowiadają historie, mają wydźwięk emocjonalny, a czasem nawet magiczno-polityczny. Są cyrkowcy, którzy mają bardziej sportowe podejście, są ci, którzy mają artystyczne podejście, no i są kuglarze, którzy traktują cyrk społecznościowo.
Jak liczna jest ta społeczność cyrkowa w Gdańsku?
DK: Jestem pedagożką cyrku i pochodzę z Lublina, gdzie ta społeczność jest bardzo silna. W Gdańsku lokalna grupa skupia się wokół Projektorni GAK, gdzie odbywają się regularne treningi. Badając historię cyrku w Gdańsku, zauważyłam, że ludzie bardzo chcieli festiwalu, z którym mogliby się identyfikować, bo w Trójmieście od lat nic takiego się nie działo. Nawet nazwę „Morze Cyrku” wybraliśmy demokratycznie w głosowaniu społeczności.

Morze Cyrku, fot. Jakub Gadaj
Co w sztuce cyrkowej chwyta za serce i co może być edukacyjne?
DK: Aspektów edukacyjnych jest mnóstwo – od resocjalizacji po rehabilitację. Dla mnie kluczowa jest społeczność – to nie są anonimowe osoby jak na siłowni, ale ekipa, z którą buduje się relacje. Sama mam dysleksję, a badania pokazują, że żonglowanie świetnie wpływa na synchronizację półkul mózgowych, refleks i cierpliwość. To taka praca wewnętrzna – ćwiczymy wytrwałość i oswajanie się z porażką.
Taka słowiańska joga.
DK: Słyszałam określenie, że społeczność cyrkowa to współcześni hipisi.
Jedna sprawa mnie niepokoi. Czy będzie klaun?
KS: Obawiam się, że będzie.
Festiwal sztuki cyrkowej Morze Cyrku odbędzie się w dniach 8–10 maja, w programie:
spektakle dla rodzin i dorosłych, pokaz ognia, warsztaty cyrkowe dla rodzin oraz dorosłych.
Organizator: Fundacja Ośmiornice Kreatywności, współorganizator: Gdański Archipelag Kultury.
***
Dominika Knap – animatorka kultury, której pasją i pracą jest cyrk. Prowadzi warsztaty dla wszystkich grupach wiekowych oraz osób z niepełnosprawnościami. Popularyzatorka wiedzy o pedagogice cyrku.
Katarzyna Smukowska – menadżerka Projektorni GAK, organizatorka festiwali cyrkowych, animatorka kultury. Zajmuje się także profilaktyką alternatyw – tworząc i promując działania, które dają wartościowe sposoby spędzania czasu zamiast sięgania po ryzykowne zachowania.
***
Wywiad się ukazał w Teraz! Gdański Przewodnik Kulturalny nr.16 (źródło: teraz.gdansk.pl)














