Dla kogoś, kto – choćby nawet pobieżnie – miał w swoim życiu kontakt z akrobatyką powietrzną, nasuwającą się odpowiedzią na tytułowe pytanie będzie prawdopodobnie to, że wykonywanie akrobacji na wysokości (nawet przy zachowaniu wszystkich środków ostrożności) samo w sobie jest ryzykownym działaniem. Ale jeśli zastanowimy się, co właściwie rozumiemy pod pojęciem ryzyka, okaże się, że to jest pojęcie o wiele bardziej złożone.
Akrobatyka powietrzna jest dziedziną sztuki, więc podstawową właściwością jest jej prezentowanie. Dużym problemem, z jakim mierzy się społeczność aerialowa w Polsce, jest zbyt mała ilość możliwości do występowania. Oczywistym kontrargumentem jest fakt, że z roku na rok organizowanych jest coraz więcej zawodów. Jest to prawda, natomiast zawody mają swoją specyfikę: prezentowane etiudy mają określoną długość, trzeba w ich trakcie wykonywać określone figury, strój ma spełniać regulaminowe wymagania. Takie ograniczenia mogą pobudzić proces kreatywny, jednak wykluczają jednocześnie bardziej awangardowe formy ekspresji. Poza tym warto zaznaczyć, że sam udział w zawodach wiąże się z dosyć dużą inwestycją finansową, co od razu wyklucza część potencjalnych chętnych. Przestrzenią odpowiednią do prezentowania eksperymentów są raczej coraz liczniejsze formaty typu work in progress i open stage. Pomimo rosnącej liczby możliwości, w trakcie wielu rozmów z osobami, które trenują już jakiś czas, ale nigdy nie występowały, przewijają się podobne powody, z których nie decydują się na debiut: jeszcze nie teraz/nie jestem gotowa(y)/nie potrafię zrobić trudnych trików/jestem za mało rozciągnięta(y). Oczywiście nie każda trenująca osoba musi występować, jednak wydaje się, że wciąż żywe jest przekonanie o istnieniu jakiegoś mitycznego punktu, po osiągnięciu którego można zacząć pojawiać się na scenie. W kontekście ryzyka stwarza to sytuację, gdzie zostaje ono po prostu zaniechane, przez co traci cała społeczność. W idealnym scenariuszu akrobatyka powietrzna jest środkiem do wyrażania swojej ekspresji – nie istnieje na to jeden prawidłowy sposób. W naszej kulturze dalej jednak bardzo silnie zakorzeniony jest stereotyp aerialistki: no właśnie „-stki”, bo kobiety, młodej, szczupłej, która ma niesamowite zakresy i wykonuje najbardziej widowiskowe spadki. Jeżeli przyjmiemy, że trzeba mieć chociaż część tych cech, to faktycznie podjęcie decyzji o wystąpieniu można wciąż odkładać w nieskończoność. Dążenie do rozwoju i przesuwania granic możliwości jest dobre, natomiast jeśli skupiamy się tylko na tym aspekcie, to tracimy z oczu inne kierunki. Jeżeli nie dajemy sobie przestrzeni na próbowanie, sprawdzanie swoich możliwości, a także – a może przede wszystkim – na porażkę, to tak naprawdę nie mamy okazji stworzyć własnych środków wyrazu. Poza tym duża ilość albo trudność trików nie jest jedynym wskaźnikiem dobrego występu. Nawet z „najprostszych” figur, jeżeli tylko poświęci się więcej uwagi ich analizie i znalezieniu połączeń między nimi, a do tego odpowiednio się je obuduje (np. przez historię, muzykę), można stworzyć interesującą etiudę. Dodatkowo, jeśli jako publiczność mamy okazję oglądać bardzo różnorodne występy, pomaga to też nam się zainspirować, dzięki temu wzbogacać nasze etiudy. Tak więc dzięki efektowi kuli śnieżnej stopniowo poszerza się spektrum całej dyscypliny.

Wzrost popularności aerialu niewątpliwie można łączyć z rozwojem social mediów, w których mamy dostęp do w zasadzie nieskończonej ilości efektownych, coraz to nowych treści. Jest to bardzo dobre źródło inspiracji, jednak w tej obfitości kryje się kilka zagrożeń. Filmiki i zdjęcia publikowane w mediach społecznościowych tworzą wrażenie, że pokazywane triki są łatwe, niewymagające wysiłku. Pierwszym ryzykiem jest właśnie samo to wrażenie – skoro coś wygląda na łatwe, to znaczy, że takie jest. Bez pewnego doświadczenia ciężko jest ocenić, czy dany trik leży obecnie w zasięgu naszych możliwości, a samodzielne próbowanie może skutkować kontuzją. Jest to jednak tylko najbardziej powierzchowny aspekt tej sprawy. Za wrażeniem lekkości stoją godziny ciężkiego, żmudnego treningu. Akrobatyka powietrzna jest bardzo wymagającą dyscypliną, a za zrobieniem efektownej figury czy spadku, oprócz zrozumienia sposobu wejścia do niej, kryje się również odpowiednia technika i siła, których zdobycie wymaga czasu i odpowiedniej praktyki. Zderzenie z tym procesem może być zniechęcające. Istnieje jeszcze alternatywna strategia, która dotyczy konkretnie zdjęć: korzystanie z pomocy innych osób przy „wkładaniu się” do danej figury, a następnie uwiecznianie się i publikowanie wyłącznie efektu końcowego. Oczywiście samo w sobie jest to nieszkodliwe działanie (czy wręcz dobry pomysł na wspólny trening), natomiast jest jednocześnie symptomem pewnego zredukowania aerialu do atrakcyjnego obrazka. To skupienie na wizualnym aspekcie akrobatyki może być ciekawym urozmaiceniem praktyki, ale jednocześnie, jeśli występuje w zbyt dużej ilości, spłyca ją i sprowadza do odtwórczego powtarzania istniejących wzorów. Niejako w kontrze do omawianych tu przykładów, od pewnego czasu coraz więcej publikowanych jest treści, które pokazują nieudane próby albo zapis drogi, jaka prowadzi do zrobienia danego triku. Z pewnością przyczyniają się one do prezentowania bardziej realistycznej wizji codziennej praktyki, jednak w dalszym ciągu są one mniej powszechne niż omawiane wcześniej przykłady.
W kontekście performatywnym można rozpatrywać wrzucanie treści na social media jako rodzaj cyfrowego występu, o tyle bezpiecznego, że mamy kontrolę nad tym, co publikujemy. Wychodząc na scenę, automatycznie narażamy się na ryzyko: jeżeli popełnimy błąd lub coś nam nie wyjdzie, nie da się tego wyedytować. Poza tym poddajemy się ocenie, nad którą nie mamy kontroli – nawet jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z naszym zamysłem, publiczności nadal może nie spodobać się efekt naszej pracy. Może dlatego też spora część osób, które trenują akrobatykę powietrzną, nie decyduje się na występowanie. W grupie występujących z kolei dosyć mało osób decyduje się na eksperymenty z formą, dominują zaś choreografie składające się z trików. Oczywiście alternatywne podejście wymaga dużo pracy wykraczającej daleko poza naukę elementów, a nie każdy ma przestrzeń i środki na tego typu działanie. Tutaj dochodzimy do kolejnej, istotnej kwestii: pojawienie się i rozwój akrobatyki powietrznej na tak dużą skalę to wciąż stosunkowo nowe zjawisko. W Polsce nie ma tak mocno zakorzenionej tradycji cyrkowej jak na przykład we Francji, nie istnieje jeszcze rozbudowany system wsparcia dla artystów, który umożliwiałby chociażby odbywanie rezydencji i prezentowanie jej efektów. To też ma z pewnością przełożenie na fakt, że scena aerialowa dosyć mocno w swojej formie odwołuje się do tradycyjnego cyrku, a fokus skierowany jest bardziej na możliwości fizyczne i aspekt wizualny niż opowiadanie historii i szukanie nowych środków wyrazu.
Ryzyko w akrobatyce powietrznej ma wiele odsłon i nie sprowadza się tylko do faktu, że jest to bardzo wymagający sport. Powyższe rozważania nie są wyczerpujące, zdecydowałam się na ich poruszenie głównie ze względu na chęć zebrania w jednym miejscu pewnych obserwacji i kwestii podnoszonych w trakcie rozmów z innymi aerialistami. Obecny stan w porównaniu do tego sprzed kilku lat napawa optymizmem co do przyszłości naszej dyscypliny. Powoli pojawia się coraz więcej inicjatyw, na których można doświadczyć podejścia wykraczającego poza same triki. Popularność aerialu pozwala mieć nadzieję, że z biegiem czasu będzie ich coraz więcej, a scena rozbuduje się do tego stopnia, że będzie na niej miejsce i na bardziej tradycyjne podejście, jak i awangardowe eksperymenty.














