Kiedy ostatnio obił ci się o uszy cyrk? Najprawdopodobniej słowo „cyrk” nie zostało użyte ani w celu zwrócenia uwagi na najwspanialszych akrobatów naszego wieku jak i całej historii, ani aby opisać płynną i zwinną współpracę grupy profesjonalistów. Zapewne nie chodziło nawet o radosne wydarzenie, na które zapracowany obywatel może wybrać się wraz z rodziną w celu ucieczki przed monotonnością codziennego życia. Media masowe zaadoptowały słowo „cyrk” jako określenie na chaos (często powodowany przez polityków bądź wydarzenia sportowe), w którym wszyscy zapomnieli postawionego sobie celu, a poziom umiejętności współpracy jest równy zeru.
Z wyjątkiem społeczności wielbicieli, niewiele się o cyrku pisze bądź dyskutuje pisemnie. Większość wiedzy o jego historii i kunszcie odchodzi w zapomnienie, bądź zostaje przekazana w formie nieudokumentowanej. Poza społecznością wielbicieli cyrku zauważyć można, powiedzmy, wysoki poziom analfabetyzmu cyrkowego, brak wiedzy o akrobatyce oraz ciąg błędnych interpretacji dotyczących celów, procesów i rezultatów pracy indywidualnych cyrkowców bądź działalności branży cyrkowej. Zakładam, że ów analfabetyzm jest przejawem albo niewystarczającego zainteresowania tematem, albo braku możliwości jego lepszego zrozumienia.
A więc co oferuje cyrk? Widz zapewne spodziewałby się pewnego rodzaju przedstawienia, ukazującego umiejętności zazwyczaj niepotrzebne w codziennym życiu. Większość twierdzi, że w cyrku obserwujemy wysokie ryzyko. Ta częsta tendencja definiowania cyrku jako „pełnego ryzyka” (najczęściej przez osoby zupełnie niewykwalifikowane w zarządzaniu ryzykiem w kontekście cyrku) przysparza cyrkowcom wiele problemów.
W rzeczywistości, nikt nie przychodzi do cyrku oglądać ryzyko. Do cyrku przychodzimy oglądać wysoce rozwinięte umiejętności zarządzania ryzykiem.
Pokaz ryzyka stanowiącego dla wykonawcy bądź widowni prawdziwe zagrożenie nie wymagałby opanowania jakichkolwiek umiejętności. Można by po prostu wypić litr benzyny, wywołać zwarcie przykładając klucz francuski do elektrod akumulatora albo odkręcić wszystkie śrubki trzymające razem trybuny, tuż przed wejściem na nie widowni. Tylko socjopata kupiłby bilety na takie wydarzenie.

W rzeczywistości, w cyrku widzimy pokaz zarządzania ryzykiem i to na bardzo wysokim poziomie. Ciała i umysły cyrkowców są rygorystycznie trenowane do unikania wszystkich możliwych niebezpiecznych sytuacji, które mogłyby być wynikiem absurdalnych czynów, których się podejmują, takich jak zwisanie na jednej nodze z wysokości trzech metrów, żonglowanie wieloma rzeczami naraz, czy udane lądowanie po wirowaniu w powietrzu wokół własnej osi.
Te wyczyny byłyby ryzykowne, gdyby wykonywałaby je osoba bez wymaganych kwalifikacji. Przeciętny widz oczekuje występu pełnego ryzyka, ponieważ wyobraża sobie siebie samego w roli akrobaty. Jednak w rzeczywistości akrobata wykonujący te ewolucje jest starannie wyszkolony i nie grozi mu ryzyko, które groziłoby widzowi.
Aby stać się profesjonalistą w zarządzaniu ryzykiem potrzeba wiele lat pracy. Wirtuozeria osiągana przez artystę jest zawsze wynikiem silnej dedykacji, która często wprawia widownię w zachwyt. Konieczne elementy składowe to: możliwość przygotowania ciała tak, aby było fizycznie w stanie wykonać daną czynność (oraz, w najlepszym wypadku, w stanie wykonywać nawet trudniejsze czynności w dobre dni, aby nie musieć bezustannie pracować na granicy wytrzymałości swojego ciała), uświadomienie sobie konsekwencji swoich czynów oraz nauczenie się odpowiedzialności za siebie jak i innych.
Wszystko to wydaje się oczywiste na piśmie, ale w naszym społeczeństwie wartości takie jak wytrzymałość, świadomość i odpowiedzialność nie wyznaczają obecnie trendów.
Zakłady ubezpieczeń starają się nas przekonać, że jeśli tylko im zapłacimy, wszystko będzie pod kontrolą. Jednak wydarzenia na skalę globalną, takie jak pandemia Covid-19, jakże jasno pokazują, że w rzeczywistości nie mamy pełnej kontroli nad niczym. Ludzie z grubsza woleliby, aby ryzyko, za które będą musieli ponieść odpowiedzialność, było jak najbliższe zeru, nie ważne czy jest to ryzyko dotyczące wydatków, zdrowia, czy czegoś innego. Jednak kiedykolwiek pojawiają się próby implementacji systemu, który całościowo przejąłby zadanie zarządzania ryzykiem, jak w wypadku automatycznego zarządzania ruchem drogowym, jesteśmy zmuszeni przyznać, że nie tak łatwo jest je wprowadzić w życie.
Samo istnienie cyrkowców prezentuje inną perspektywę. Zarządzanie ryzykiem dokonywane na poziomie jednostki jak i całego zespołu może owocować osiągnięciami tak imponującymi, że trudno byłoby je sobie wyobrazić.
Zdolności cyrkowców wydają się mało znaczące i wręcz absurdalne dla widza nieobeznanego z tematem. Jeśli sami nie potrafimy wykonać poprawnie salta, widząc kogoś kto próbuje wykonać salto pięciokrotne, pierwsze co nasuwa się na myśl to „szaleństwo”, a nie „imponujący wykaz profesjonalizmu”. Łatwo jest dojść do wniosku, że osoba chodząca po linie zwisającej 15 metrów nad ziemią bez siatki asekuracyjnej naraża swoje zdrowie i życie, jeśli nie wiemy, że mogłaby bez problemu spędzić 20 minut naprzemiennie wspinając się na nią i schodząc z powrotem na dół, wcale się przy tym nie męcząc.
Nauka zarządzania ryzykiem jest wymagająca nie tylko fizycznie, ale również mentalnie. Kiedy odczuwasz strach, twoje ciało reaguje na wiele sposobów w celu zakomunikowania, że nie chce konfrontacji z tym, co właśnie przeżywa. Aby dać sobie radę, potrzebne są swojego rodzaju agresja i uparcie, a to po to, by móc walczyć z naturalnym instynktem poddania się, pójścia na łatwiznę i co najwyżej przyglądania się z boku, jak inni pokonują swoje lęki.
Podczas uświetniania tych zdolności człowiek poznaje prawdę – życia nie da się zabezpieczyć na 100%. Nawet jeśli każdy twój krok jest skrupulatnie planowany możesz nagle zachorować, klęska żywiołowa może zniszczyć twój dom, szaleniec może obrać sobie twoich ukochanych za następne ofiary. Nie możemy zapanować nad wydarzeniami znajdującymi się poza naszą kontrolą. Wszyscy kiedyś umrzemy, w ten czy inny sposób.
Nie powiedziałabym, że cyrkowcy udają, że są nadludźmi. Uważam, że są krok bliżej do poznania granic ludzkich możliwości, zaakceptowania ich i działania w zgodzie z nimi, jednocześnie w pełni wykorzystując swój potencjał.
Powszechna niewiedza dotycząca akrobatyki sprawia, że w najlepszym przypadku cyrkowcy są niedoceniani, w najgorszym zaś ich wystąpienia są nielegalne i nie pozwala im się wykonywać pracy.
Przytoczę tu przykład z mojego życia. Sekwencje akrobatyczne, które regularnie wykonuję z moim partnerem, wchodzą w konflikt z prawem pracy obowiązującym w wielu krajach (fot. 1). Praca z użyciem drabiny jest dokładnie regulowana. Drabina nie może służyć do ciągłego dostępu do określonego miejsca. W takim wypadku, musi zostać zastąpiona nieruchomą strukturą, taką jak schody bądź rusztowanie. To jeden spośród wielu innych przykładów, które ukazują konflikt pomiędzy prawem a możliwością wykonywania sztuk cyrkowych.

Uważam, że cyrkowcy, którzy – pomimo swoich zdolności zarządzania czasem i umiejętności fizycznych – decydują się żyć na marginesie społeczeństwa, aby zarobić na chleb, zasługują na podziw, a nie na bycie traktowanymi jak przestępcy. Ich występy mogą służyć jako inspiracja do usamodzielnienia jednostki i współpracy z innymi, jednocześnie napawając ludzi nadzieją i radością.
Proces, przez który przechodzisz w celu nauki bardzo wyspecjalizowanych umiejętności, przekłada się znakomicie na inne sfery życia: potencjał, praktyczna wiedza o swoich zdolnościach i ograniczeniach, zaufanie, branie odpowiedzialności oraz świadomość otoczenia jak i skutków własnych czynów. Posiadając te wartości, osoba jest w stanie radzić sobie ze skomplikowanymi wyzwaniami środowiskowymi i społecznymi, którym musi stawiać czoła w życiu codziennym.
Być może częścią ekscytacji, która przyciąga widzów do cyrku, jest chęć doświadczenia tych wydarzeń osobiście, nawet jeśli nie na własnej skórze. Oglądając wystąpienia akrobatów, widzowie przeżywają podobne emocje co oni. Czują się bezpieczni, siedząc na swoich miejscach, jednak mają okazję łączyć się z cyrkowcami oraz resztą widowni w poczuciu ulgi, jak i przypływu adrenaliny, które towarzyszą momentom przekraczania własnych możliwości. Doświadczenie zbiorowej, kinestetycznej empatii, może dostarczyć energii na całe tygodnie.
Na zakończenie, aby sprawić by ta oda do cyrku stała się siłą zmieniania świata na lepsze, przytoczę dwa wydarzenia cyrkowe, które zainspirowały mnie bardziej, niż jakiekolwiek natchnione przemówienie:
Pierwsze z nich było dziełem Super Silvy w fińskim Sirkus kilka lat temu. Wykonuje on solo na latającym trapezie na wysokości 12 metrów. Nie miałam okazji porozmawiać z nim osobiście, ale legenda głosi, że wykonywanie tej sztuki dwa razy skończyło się upadkiem (nie przez brak umiejętności, tylko błędne zawieszenie sprzętu). Wciąż jednak wykonuje ten trik, bez żadnych modyfikacji, ponieważ silnie wierzy, że jeśli bóg, chciałby, aby przestał, to sprawiłby, aby przestał.
Drugie z nich było częścią występu tanecznego Tomorrow’s Witnesses (choreografia: Benno Voorham) w Luleå w Szwecji. Około dziewięćdziesięcioletnia kobieta prezentuje monolog o własnej przeszłości, kiedy jako dziecko wojny została deportowana z Finlandii do Szwecji. Po opowiedzeniu tej niezmiernie wzruszającej historii, stanęła obok swojego krzesła i z widocznym trudem i determinacją klęknęła. Wszyscy pozostali, młodzi tancerze biorący udział w występie zebrali się wokół niej, gotowi skoczyć z pomocą, jeśli nie dałaby rady podnieść się sama. Staruszka spojrzała się na widownię, przekazała wszystko, co chciała i podciągnęła się z powrotem w górę, bez niczyjej pomocy.
Nawet jeśli zostało to wykonane w teatrze, jako część wystąpienia tanecznego, przez kogoś kto nie był akrobatą, dla mnie było to wystąpienie cyrkowe. Ukazała proces pracy nad przekraczaniem własnych granic i zarządzania ryzykiem. Starannie wybrała ruch, który przekazała widowni w zrozumiały sposób, używając swojego ciała. Dotrzymała obietnicy wykonania sztuczki w kontekście wystąpienia. Do tego dnia, myśląc o tej scenie łzy cisną mi się do oczu.
Przeczytanie o tym bądź obejrzenie nagrania tego wydarzenia nie wywarłoby takiego samego wrażenia, jak ujrzenie na własne oczy jak klęka, po czym wstaje o własnych siłach. Sprawa wygląda tak samo z wszystkimi najlepszymi wystąpieniami cyrkowymi, których doświadczyłam. Ich pełny efekt można odczuć jedynie na żywo, dzieląc przestrzeń z wykonawcami. Oglądamy ich pełni napięcia, trzymając kciuki, że sztuczka powiedzie się i tym razem. Relaksujemy się z powrotem dopiero w momencie, kiedy ujrzymy udany rezultat, przywracając równowagę w naszej przestrzeni. Jest to wyjątkowa właściwość tej (i żadnej innej) dziedziny sztuki.
Artykuł został opublikowany w internetowym czasopiśmie „Liitos”, wydawanym przez Fiński Związek Zawodowy Pracowników Teatru i Mediów (Teme).
Dziękuję pełniącej obowiązki redaktor naczelnej Salli Nieminen za pomoc w opracowaniu struktury artykułu.
Link do naszej strony internetowej: https://circusiloveyou.com/en/
Instagram: http://instagram.com/circusiloveyou/
Facebook: https://www.facebook.com/circusiloveyou/
TikTok: https://www.tiktok.com/@circusiloveyou
Źródła:
Drabina jako miejsce pracy:
https://www.finlex.fi/fi/laki/alkup/2006/20060836
https://www.av.se/globalassets/filer/publikationer/foreskrifter/stegar-och-arbetsbockar-foreskrifter-afs2004-3.pdf
https://www.legifrance.gouv.fr/codes/article_lc/LEGIARTI000018511760
Sztuki cyrkowe:
http://www.circopedia.org/Super_Silva_Video_(2011)
https://vimeo.com/300465867
Przekład na język polski: Marcelina Kozłowska
Przekład wykonany w ramach praktyk studenckich na kierunku Lingwistyka Stosowana (Wydział Filologiczny UMCS)
Inicjator i koordynator praktyk: dr Bartosz Wójcik (Katedra Lingwistyki Stosowanej UMCS)














