Ryzyko podczas wykonywania akrobacji w powietrzu jest czymś, z czym mierzę się na co dzień. Czuję, że z dnia na dzień radzę sobie z tym coraz lepiej, bardziej potrafię zapanować nad swoim stresem i mniej mnie on męczy. Wszystko jednak zależy u mnie od dnia – jeśli przyjdę na trening niewyspana to myślę tylko o tym by przetrwać trening, każdy skok mnie przeraża, czuję że moje tętno jest podwyższone, ręce roztrzęsione i ściska mi się żołądek. Wychodzę wtedy z sali wycieńczona pod kątem psychicznym. W dni kiedy dobrze się czuję jestem dużo spokojniejsza, odczuwam minimalne skoki adrenaliny, które nie są na tyle istotne, żebym czuła się niekomfortowo. Wtedy czuję, że się bawię. Na szczęście z biegiem lat, tych lepszych dni jest coraz więcej, początkowo kiedy zaczęłam trenować flying trapeze, każdy trening to była walka ze swoją głową. Dlaczego to robię? Podczas treningu często sama zadaję sobie to pytanie, jednak radość po udanym treningu i duma z samej siebie, z pokonywania tych trudności są większe. Zawsze miałam lęk wysokości, a tutaj mogę nauczyć się go przełamywać i poczuć się silniejsza.
















