Ryzyko rozumiem jako podejmowowanie decyzji, których efektów nie jestesmy w stanie przewidzieć. Ryzyko wkalkulowane w racjonalne decyzje uwzględnia rachunek zysków i strat.
Należy zadać pytanie – czym są racjonalne decyzje?
Kiedy ryzykujemy działając, a kiedy jesteśmy pewni i bezpieczni?
Często właśnie przewidywalne i stabilne postępowanie staje się pułapką rutyny i zagrożeniem dla efektów mojej pracy.
Kiedy wiem, jaki ma być przebieg interakcji z widzami, kiedy wiem, jak ma wyglądać moja repryza, odgrywam, nie gram.
Kowal zapytany Jaka jest tajemnica jego rzemiosła, dlaczego miecze, które wytwarza są perfekcyjne,
odpowiada, że za każdym razem, kiedy wykonuje miecz, robi to, jakby pierwszy raz trzymał żelazo.
Parafrazując słowa kowala, bez podejmowania ryzyka trudno uzyskać założony efekt.
Jako klaun ryzykuję, nigdy nie jestem pewien, co się wydarzy, choć wiem jak prostymi trikami czy repryzami wywołać śmiech lub chwilowy zachwyt.

Foto: Karolina Gołębiowska
Moje dobre samopoczucie na scenie podlega imperatywowi ryzyka.
Ryzyko jest fundamentem improwizacji. Jako perkusista, klaun jestem wyposażony w odpowiednie narzędzia, które umożliwiają podejmowanie ryzyka.
Podejmowanie ryzyka dla klauna wiąże się z akceptacją porażki. Przecież właśnie porażka jest tym, za co klaun jest kochany.
Wśród strachów społecznych znajduje się min.utrata statusu, narażenie na śmieszność. Klaun w lustrze społecznym pokazuje, jak radzi sobie z podejmowanym ryzykiem porażki.
Jako perkusista ryzykuję każdym kolejnym uderzeniem, nawet prostych rytmów nie gram za każdym razem tak samo. Podejmuję ryzyko w interakcji z innymi muzykami, w kolejnych frazach przebiegu muzycznego stąpam po gorących węglach lekko się parząc, ale radość jest niesamowita.
Dla mnie improwizacja i ryzyko są sobie bardzo bliskie.
Improwizujemy codziennie, pozornie błaha czynność nigdy nie jest zawsze taka sama. Podczas mycia zębów, zawsze różna będzie temperatura wody, inna kolejność ruchów szczoteczką.
Jedno jest pewne – robiąc to codziennie, zmniejszymy ryzyko próchnicy.

Foto: Karolina Gołębiowska
Gdy operuję gotówką, określam stopień ryzyka inwestycji środków i jest to dość klarowne. Podczas występów, takiej jasności nie ma. Obserwuję siebie. Analizuję, jak się kształtuję w relacji z publicznością.
Już samo pojawienie się klauna jest często ryzykowne. Doświadczam zderzenia ze stereotypem klauna – rubasznego wujka z czerwonym nosem, śmiesznie mówiącego, trochę głupkowatego przyjaciela dzieci.
Nic w tym złego, mnóstwo klaunów na czele z członkami World Clown Association ugruntowuje ten stereotyp. Ja też otrzymałem od innej organizacji TPD medal przyjaciela dzieci 🙂
Fakt, że nie zawsze używam czerwonego nosa, od razu niesie podejrzenie, że nie jestem „prawdziwym klaunem”.

Foto: Karolina Gołębiowska
Tutaj pojawia się ryzyko po stronie publiczności. Mają przed sobą osobę nieprzewidywalną. W pierwszych minutach publiczność orientuje się, że nie będzie baloników i malowania buziek. Ryzykują naruszenie własnej strefy komfortu. Niektórzy rezygnują. Ciekawe, że osoby które boją się klaunów, czekają w niepewności i konfrontują mnie z klaunem z horrorów. Bardzo lubię momenty, kiedy wspólnie z publicznością przestajemy myśleć o ryzyku, a po prostu ryzykujemy i pojawia sie flow – przepływy, które pozwalają przenieść się w inną rzeczywistość. To właśnie wyłączenie myślenia generuje beztroskie ryzyko, któremu dajemy się unieść.













