O tym, że plucie ogniem szkodzi zdrowiu, wie każdy. Stawiam tezę, że nie da się tego robić bez szkody dla siebie. Z powodu długiego stażu spowszedniało mi to na tyle, że zapomniałem o adrenalinie, niebezpieczeństwie i ryzyku, jakie ta konkretna kuglarska umiejętność ze sobą niesie.

Ryzyko jednak nie zniknęło. Występując na ulicy, nigdy nie znajdujemy się w idealnych warunkach. Jak mawiał JKM: „zawsze trochę wieje”. O incydentach związanych z udziałem publiczności nie muszę się rozpisywać – Magic Mark wspomniał już wystarczająco. Posiadanie ubezpieczenia zdrowotnego zdjęło mi z głowy ciężar, o którego istnieniu nawet nie wiedziałem. Niesamowite uczucie. A przecież powinno być łatwiej – Pani Ministro Kultury, I kwartał roku już dawno za nami.

Ale jest też wesoło. Życie w podróży uczy, jak w każdym języku brzmi odpowiednik „straży miejskiej”. Wylatując za ocean, nigdy nie wpisujcie w rubryce „occupation” zawodu „street performer”.

Są też plusy. Całe mnóstwo. Kończę ładować głośnik i zaczynam majówkę.













