Teksty
Ryzykowne Refleksje
Ryzyko w Cyrku - cykl artykułów
Artykuł

Ryzykowne refleksje: Krzysztof Kostera

19.05.2026

(…) ciało pokazało mi, że wie, co zrobić i jak się ułożyć — trochę jak kot. Tylko mam mniej niż dziewięć żyć.

Ryzyko w Cyrku - cykl artykułów

Czy zdarza Ci się w Twojej działalności artystycznej stawiać sobie ekstremalne wyzwania?

Tak, zdarza mi się, ale głównie podczas treningów. Bo tam podejmuję największe ryzyko, aby właśnie na scenie być pewniejszym w tym, co robię, i tak naprawdę zmniejszyć to ryzyko.

Tylko na treningu nic nie musisz, masz wiele powtórzeń, możesz mieć materace naokoło siebie, czasami kogoś, kto trzyma cię na lonży (jesteś przypięty liną do uprzęży w pasie na wypadek upadku). Podczas pokazu, gdy już robi się ten niebezpieczny trik, jest stres, dużo ludzi na widowni i jako artyście „powinno” się udać za pierwszym razem. Ale lubię ekstremalne wyzwania i często je podejmuję – na treningach czy na scenie.

Krzysztof Kostera

Co wtedy czujesz?

Najpierw powiem na przykładzie publiczności: wzbudza to strach, adrenalinę, mieszaninę emocji – napięcie, strach, panikę, a wreszcie ulgę, gdy się uda, i podziw.

Zawsze chciałem wzbudzać te emocje. I część z nich pojawia się we mnie, ale jest to bardziej stonowane, bo wiem, co robię i znam swoje możliwości. Po to robię to X razy na treningach, aby podczas pokazu udało się perfekcyjnie.

A samo wywoływanie emocji w publiczności daje mi to, co dla artysty najważniejsze –  czyli spełnienie.

Co ciągnie Cię do takich wyzwań?

Kiedyś mówiłem, że lubię, gdy publiczność się o mnie boi. Czasami nawet jest zabawne grać na tej emocji – Ty się bawisz tym, a innych to przeraża.

Obecnie wiem, że właśnie przez mocne doświadczenie pozostawiam silniejsze piętno w pamięci publiczności, niż gdyby występ był grzeczny i zwykły. Myślę, że potrzeba adrenaliny była też we mnie od zawsze. Może to też nuta ADHD – gdzie potrzebujesz silnej stymulacji. A może ostatecznie jest to też potrzeba bycia podziwianym. A dalej, rozkminione na psychoterapii: może przez brak zauważania w dzieciństwie przez rodziców potrzebuję sceny, aby być tam podziwianym, a robienie niebezpiecznych rzeczy jest jednym z narzędzi? Może.

Jak radzisz sobie z bólem i stresem?

Jeśli mówimy o bólu fizycznym, to zależy, jaki to ból –  mam różne metody. Na ból wywołany eksploatacją mojego ciała, jak np. bóle kolan przez wiele upadków czy bóle kręgosłupa, robię ćwiczenia kalisteniczne, aby wzmacniać ciało i je „oliwić” bez obciążenia.

Jeśli są to uszczerbki chwilowe –  ból miejscowy przez uderzenie, upadek – robię okład z korzenia żywokostu: gotuję go, mielę i nakładam przez kilka dni na dane miejsce. Od kiedy go odkryłem, faktycznie – tak jak o nim czytałem – wręcz magicznie leczy stawy, bóle, skręcenia, opuchliznę, kości itp.

A ze stresem są trzy rzeczy: jak radzę sobie przed występem, w trakcie i po występie.

Przed – to uspokajanie oddechu, afirmacje (niektóre są zabawne, jak np. „jestem najlepszym performerem na świecie”, „mam najlepszą energię” itd.), przećwiczenie najtrudniejszych trików przed danym pokazem albo całego układu nawet kilka razy – to uspokaja mnie, na ile ja i moje ciało faktycznie potrafimy to, co mam zamiar zaraz zrobić na scenie. Jeśli chcę się porządnie przygotować, to będę w miejscu występu 2 godziny przed; jeśli czuję się gotowy – wystarczy godzina. Jest jeszcze jedna, brzydka, ale prawdziwa różnica: czy występuję dla osób, które raczej na co dzień nie oglądają sztuki cyrkowej, nie znają się na niej i nie są moimi znajomymi – wtedy mam luz, nie stresuję się i żartuję: „daj spokój, to nie mistrzostwa świata”.

Co innego, gdy na widowni są ludzie, którzy znają się na cyrku, artyści, bliscy znajomi lub rodzina. Wtedy stres się zwiększa i wydłuża.

Stres krótki i tuż przed występem potrafi być motywujący. Ale długi jest wykańczający i pochłania ogrom energii – co po występie bardzo czuć.

W trakcie stresu na scenie staram się zachować spokój, cokolwiek się dzieje. Jeśli coś nie wychodzi, nie możesz tego okazywać i grasz dalej. Nie jest to naturalne, więc w teorii nie jest to radzenie sobie ze stresem. Na pewno pomaga skupienie się na oddechu i zachowanie spokoju, cokolwiek dzieje się nie po naszej myśli.

Oklaski, energia publiczności podczas i po pokazie oraz kontakt po nim potrafią zrekompensować ten stres i są świetnym wyrównaniem energii. Zdarzają się pokazy – na przykład komercyjne – gdzie takiego zwrotu nie masz i dalej radzisz sobie sam. Wtedy żartuję, że „łzy ocierasz zarobionym pieniądzem”.

Jestem dość wrażliwy na bodźce dźwiękowe i świetlne, więc scena potrafi mnie też z tego powodu zmęczyć. Co mi pomaga po? Bycie w samotności i ciszy, zwyczajne odpoczywanie przez resztę dnia. Spacery w naturze – dla mnie im bardziej dzika, jak np. las czy puszcza, tym lepiej – to świetne napełnienie energią. Prysznic lub kąpiel i wszystko, co można wpisać w kategorię „chillout”.

Jak Twoje ciało reaguje na ryzyko? Jak je czuje? Gdzie je czuje?

Moje ciało oczywiście reaguje adrenaliną – ale jest ona dla mnie raczej rzeczą motywującą do działania. Czuję też pewnie mrowienie w żołądku, ucisk i ekscytację. Może jestem trochę uzależniony od ryzyka i od tego „uff… udało się” po udanej próbie.

Na pewno wyostrza się czujność i zmysły. Aby zrobić coś trudnego, niebezpiecznego – jeśli np. jestem na ziemi – przyjmuję wyprostowaną pozycję, na ugiętych kolanach, stopy rozstawione na szerokość bioder, prosty kręgosłup, kość ogonowa podwinięta z miednicą w kontrakcji. To moja stabilna pozycja wyjściowa. Gdy balansuje na drabinie, również do niej dążę. To takie przygotowanie ciała.

Czy podejmowane ryzyko zmienia Twoje ciało?

Chyba bezpośrednio nie, ale pośrednio – może przez wszelkie urazy, które są efektem ubocznym. Jestem szczęściarzem, może „farciarzem”, że nie miałem żadnych poważnych obrażeń typu złamania. Miałem wiele wypadków podczas treningów i na scenie: spadnięcie z trzech metrów z trapezu na deski podczas spektaklu w teatrze, spadnięcie z dwumetrowej sceny, gdy balansowałem drabiną na brodzie, kilkakrotne spadnięcie z dwóch metrów z drabiny z tzw. „stopek” i wiele innych.

Co ciekawe, wszelkie złamania robiłem sobie poza treningami i występami — i to były właśnie urazy wynikające z podejmowanego przeze mnie ryzyka.

Skąd wziął się pomysł na żonglowanie „niebezpiecznymi przedmiotami”? Co pociągnęło Cię w tym kierunku? Jak reaguje publiczność?

Gdy po czasie „koronawirusa” startowałem z pokazami ulicznymi, wymyśliliśmy z Grześkiem Jastrzębskim, że będziemy robili passing (żonglerkę w duecie) siekierami. Ćwiczyliśmy to dość długo, nauczyliśmy się, ale duetowe pokazy jednak nie wypaliły. Zacząłem trenować żonglowanie trzema prawdziwymi siekierami, stojąc i balansując na drabinie. Okazało się to świetnym finałowym trikiem do pokazu ulicznego, który nazwałem właśnie „Niebezpieczne rzeczy”. Dalej już to rozwijałem. Siekiery zamieniłem na trzy płonące topory na drabinie. Gdy tuż po pokazie na ulicy ukradziono mi jeden z płonących toporów (sic!), stwierdziłem, że sobie utrudnię – i będą to trzy różne, inaczej wyważone, niebezpieczne przedmioty.

Krzysztof Kostera

Teraz są to: prawdziwy, włączony paralizator na uchwycie, płonący topór i prawdziwa siekiera. Do tego w pokazie – balans siekierą na czole z jednoczesną żonglerką trzema maczetami oraz trzy maczety na wysokim monocyklu. Kilka lat temu zrobiłem sobie prototyp prawdziwych spalinowych pił mechanicznych z uchwytami – do żonglowania. Muszę tylko kiedyś znaleźć na to czas i faktycznie mu się poświęcić. Z tym chciałbym być pierwszym w Polsce, który to robi.

Jak reaguje publiczność? Z przerażeniem, podziwem, strachem, ciekawością. Myślę, że jest to coś niszowego w Polsce.

Czy jest granica ryzyka, której byś nie przekroczył?

Tak. Bo im człowiek jest starszy, tym ma więcej wyobraźni. Np. w akrobatyce, we wszelkich trudniejszych skokach na ścieżce, na ziemi, trampolinie – moja głowa już dawno nie pozwalała mi wykonać trudniejszych rzeczy niż kilka prostych typów salt w przód czy w tył.

Może i robię niebezpieczne rzeczy, może i są według niektórych szalone – ale to jest subiektywne. Nie jestem bezmózgiem i naprawdę mierzę siły na zamiary. Kalkuluję, czy mogę czegoś spróbować lub zrobić. Biorę pod uwagę umiejętności, to, co może się stać, a co może się nie udać. Wiem, na co mogę sobie pozwolić i przy tym się jeszcze bawić, a kiedy jest ryzyko – wtedy się skupiam i robię spokojnie. Jest jeszcze to, że żonglując latami, widzisz w locie, czy np. ostry przedmiot leci do ciebie uchwytem, czy ostrzem – i łapiesz, kiedy trzeba, lub w inne miejsce niż ostrze. Tak samo z upadkami. To moje wieloletnie doświadczenie i umiejętność wytrenowana bardzo dobrze na drabinie i trapezie. Jakkolwiek spadam z czegoś, to naprawdę w stresowych sytuacjach ciało pokazało mi, że wie, co zrobić i jak się ułożyć – trochę jak kot. Tylko mam mniej niż dziewięć żyć.

W swoich pokazach używam również asystentów z publiki do pomocy. Tutaj czasami też jest ryzykownie, ale nigdy nie chcę narażać kogoś zdrowia.

Ryzyko może być też performatywne, rozumiane jako wychodzenie poza utarte ścieżki i schematy, branie na warsztat niepopularnych tematów. Jak to czujesz? Czy podejmujesz takie ryzyko? Jeżeli tak dlaczego? Jeżeli nie dlaczego?

Nie wiem, czy biorę niepopularne tematy. Nigdy nad tym się nie zastanawiałem.

Moje etiudy na trapezie, które tworzyłem, były trochę poza schematami. Stworzyłem co najmniej trzy, moim zdaniem dobre, numery na trapezie. Jeden tylko mieścił się w normach szkoły cyrkowej – inne spotkały się z niezrozumieniem ze strony nauczycieli. Teraz dla mnie to zabawne. Ale super, że eksperymentowałem. Czuję, że super jest wychodzić poza schematy i tworzyć coś niszowego — zawsze to doceniam. Czy biorę na warsztat niepopularne tematy? O to musiałbym zapytać moich widzów.

Krzysztof Kostera

Ryzyko ekonomiczne, czyli inwestycje w działania, które nie wiadomo, jak zostaną odebrane. Czy podejmujesz takie ryzyko? Jak radzisz sobie z niepewnością?

Właśnie jeden z moich pokazów na trapezie nie mógł liczyć na zarobek, bo był tak niekomercyjny. Dwa były całkiem dobre, a jeden uważam do teraz za moją perełkę spośród wszystkiego, co stworzyłem – mój pokaz na trapezie statycznym o nazwie „Chwiejność” (sprawdźcie na YouTube ).

W końcu odszedłem od występów na trapezie. Ćwiczyłem cały czas, utrzymywałem formę, a gdy tydzień nie ćwiczyłem, musiałem potem przez dwa tygodnie wracać do formy – bo miałem tak wymagające fizycznie i wytrzymałościowo pokazy. A zlecenie na trapez miałem raz na pół roku. To nie miało sensu.

Niestety, gdy tworzysz, musisz robić coś, co spodoba się publiczności – bo inaczej po prostu nie będziesz artystą. Bez publiczności nie istniejesz. Co z tego, że stworzę numer, jeśli nie będzie pożądany i nie będzie grywany, bo nie nadaje się dla przeciętnego widza. Okres sztuki dla sztuki mam trochę za sobą i trzeba balansować pomiędzy „dla idei” a „dla pieniędzy”.

Tworząc męską burleskę, też robiłem to dla zabawy – ale gdy widzę po latach, że rynek burleskowy płaci 2 lub 3 razy mniej za pokaz, wolę występować głównie cyrkowo i nie tworzyć nowych numerów burleskowych.

Odpowiadając na pytanie – podejmowałem takie ryzyko i dużo częściej kilka lat temu. Teraz rzadziej.

Krzysztof Kostera jest podwójnym absolwentem Państwowej Szkoły Sztuki Cyrkowej w Julinku ze specjalizacjami: wolna drabina ekwilibrystyczna, trapez statyczny, żonglerka.

Od 12 lat jest zawodowym aktorem cyrkowym. Działał teatralnie i cyrkowo w ponad dwudziestu spektaklach teatralnych i cyrkowych w formie aktora oraz aktora cyrkowego. Prowadzi warsztaty sztuki cyrkowej, tworzy autorskie numery cyrkowe, boyleskowe (męska burleska), teatralne, występuje buskersko, czyli ulicznie.

Ze swoimi pokazami występował łącznie w 10. krajach. Cały czas wszechstronnie rozwija się jako artysta cyrkowy.

 

Zobacz podobne

Ryzyko w Cyrku - cykl artykułów

Ryzykowne refleksje: Tomasz Kubik

Ryzyko rozumiem jako podejmowowanie decyzji, których efektów nie jestesmy w stanie przewidzieć. Ryzyko wkalkulowane w racjonalne decyzje…

Tomasz Kubik
Ryzyko w Cyrku - cykl artykułów

Ryzykowne refleksje: Marcin „Ex” Styczyński

O tym, że plucie ogniem szkodzi zdrowiu, wie każdy. Stawiam tezę, że nie da się…

Marcin “Ex” Styczyński
Ryzyko w Cyrku - cykl artykułów

Ryzykowne refleksje: Joanna Bassi

Klaun jest winny bycia nieśmiesznym. Postrzega się go prawie jak zdrającę. Sądzony jest przez pryzmat…

Joanna Bassi
Więcej Tekstów