Teksty
Relacja
Recenzja

Cyrkulacje 2026

08.11.2026
Nina Bułtowicz

Mieszkam w Lublinie, więc na Wschodnioeuropejski Festiwal Cyrku Współczesnego CYRKULACJE chodzę właściwie odkąd pamiętam. Jego najbardziej pokazową i zdecydowanie najgłośniejszą częścią jest Konkurs Etiud Nowocyrkowych –  trzygodzinna gala, na której swoje umiejętności przedstawiają osoby z całej Europy Środkowo-Wschodniej. Mnie zwykle bardziej podoba się reszta spektakli pokazywanych w ramach festiwalu, również pochodzących głównie z zagranicy i w których w mniej lub bardziej subtelny sposób widać wpływ lokalnej kultury. Dlatego też skupię się na produkcjach zagranicznych, które widziałam podczas tegorocznej edycji festiwalu. 

Anastasiia i Ellie, foto: CSK/Ewa Zielonka- Gawrylak

Nina Bułtowicz


Nina BułtowiczNina Bułtowicz – pochodząca z Lubina artystka i uczennica drugiej klasy liceum, pasjonatka sztuki współczesnej i nowego cyrku. Jej pierwszą działalnością artystyczną (w ramach kolektywu Nowi w Sąsiedztwie) była seria wydarzeń w Kiosku ze Sztuką w 2015 roku, w którym w listopadzie tego roku otworzy wystawę „Pomnik Zwyczajnej Dziewczyny”. Brała udział w projektach takich jak „Sztuka na Giełdzie” i wystawie zbiorowej „A*tystki” prezentowanej m.in. w lubelskiej Galerii Labirynt, Galerii Epizod w Toruniu i BWA w Krośnie. Otworzyła dwie wystawy indywidualne: „Między budynkami” (Muzeum Osiedli Mieszkaniowych 2024r.) i „Termin ważności niepełnosprawności minął” (Warsztaty Kultury 2025r.). We wrześniu tego roku w ramach duetu NANANANANANANA zdobyła dwie nagrody na międzynarodowym festiwalu Witkacy pod Strzechy za cyrkowe misterium „Karaluszyca”. Od 9 lat tańczy na szafrach w Fundacji Sztukmistrze. 

Spektakle dla dzieci, czyli spektakle dla wszystkich

W tegorocznym programie CYRKULACJI spektakle były oznaczone ograniczeniem wiekowym. Nie działało ono na zasadzie rygorystycznego zakazu wstępu, było raczej wskazówką dla jakiego wieku spektakl będzie zrozumiały, no i pewnie, żeby zachęcić rodziny z dziećmi do przyjścia na festiwal. Dobre spektakle cyrkowe mają jednak to do siebie, że nawet jeśli są dedykowane dzieciom, mogą zachwycić osoby w każdym wieku –  chociażby techniką cyrkową albo opowiadaną historią, która przecież będąc zrozumiała dla dzieci nie staje się przy tym mniej wartościowa lub infantylna. Mimo wszystko, na spektaklach 3+ większość publiczności stanowiły dzieci, które niekiedy „robiły show”. Zabawne były ich szczere reakcje, na to, co dzieje się na scenie – na przykład wielkie zdziwienie, gdy artystka ukryta w abażurze w Kadonnut ukradkiem wyszła spod niego w chwili nieuwagi publiczności i w następnej scenie wyłoniła się zza kotary po przeciwnej stronie sceny. Albo ciągłe potykanie się klauna Cronopia o tę samą skrzynkę. Może nie byłoby ono tak zabawne, gdyby nie wyłowywało za każdym razem gromkiego śmiechu tego samego chłopca. 

Kadonnut czyli Zagubiony

Jest coś niesamowitego w sztuce państw północnych, co sprawia, że często staje się ona magiczną krainą fantastycznych stworzeń i przypomina mi o długich jasnych nocach i wielkich połaciach tajgowych lasów.

Spektakl Kadonnut, pochodzącego z Finlandii duetu Agit-Cirk, swoją wrażliwością i humorem przypominał mi książkową serię Muminki Tove Jansson. Pięknie opowiadał o relacji mężczyzny z kobietą, a może z istotą z ciałem-żyrandolem, którzy zaskakując siebie wzajemnie, i pochodząc z zupełnie innych światów, znajdują wspólny język (oczywiście w akrobatyce partnerskiej, w końcu był to spektakl cyrkowy).

Kaddonut, Agit Cyrk, foto: CSK/Ewa Zielonka-Gawrylak

Kaddonut, Agit Cyrk, foto: CSK/Ewa Zielonka-Gawrylak

W rozmowie z artystką i artystą po spektaklu prowadzący zwrócił uwagę na integralny element spektaklu, czyli właśnie żyrandole wykonane z kolorowych skrawków materiału, koronki i wstążek podwieszone pod sufitem. Migały w nich ciepłe światełka żarówek, przez co przypominały one bardziej tajemnicze stworki lub porwane przez wiatr spódnice na stelażu niż zwykłe przedmioty codziennego użytku. Gdy w jednym z abażurów wypaliła się żarówka, a artysta próbował go dosięgnąć, aby ją wymienić, żyrandol ożywał, podskakując w górę i opadając tuż nad podłogę drażnił się z nim uniemożliwiając mu tę czynność. Powstała z tego komiczna scena, bo gdy mężczyzna był w stanie dosięgnąć lampionu, żarówka zapalała się jakby nigdy nic i gasła w momencie, w którym odchodził.

Moją ulubioną sceną była ta ze wspomnianą kobietą-żyrandolem, kiedy artystka w całości ukryła się w tym elemencie scenografii. Bardzo zabawne było oglądanie jednej kończyny wysuwającej się z abażuru, będącej całkiem przekonującą głową abażurowej postaci na długiej szyi. A może trąbą? Całość momentami przypominała też strusia. To niewiarygodne z jaką płynnością artystka ściśnięta wewnątrz abażura sprawiła, że chód sprzężonego z nią obiektu przypominał ciekawsko-nerwowe poruszanie się różnych  zwierząt. I to robiąc szpagat, i będąc ciągle do góry nogami!

 

Pachamama czyli Matka Ziemia

Pachamama w wykonaniu Mariana Gedwilla, pochodzącego z Argentyny i Łotwy, była klaunadą o nieporadnym podróżniku, klaunie Cronopio. Myślę, że świetnie oglądałoby się ją jako spektakl uliczny dzięki umiejętnej pracy artysty z publicznością. Żartował sobie z nas dyrygując naszym klaskaniem i robiąc ciągłe zmyłki, dziękował najgłośniej klaszczącym osobom (dzieciom) i obraził się na brak entuzjazmu jednej z widzek (chyba babci jednej dziewczynki). Dzięki interaktywności spektakl stał się autentyczny i uciekał od ścisłego odtwarzania z góry przyjętego scenariusza. Konsekwencją takiego podejścia było to, że nie zawsze dało się ocenić, czy dana aktywność artysty była zaplanowana, czy też spontanicznie wynikała z reakcji publiczności. Trudno było też stwierdzić, czy nieudane tricki nie udały się naprawdę, czy były rodzajem zaplanowanego żartu z publiczności. Jedną z takich chwil był moment, w którym żonglując Cronopio wrzucił piłeczkę na rusztowanie nad nim i musiał się na nie wspinać, aby ją odzyskać.

Pachamama, foto: CSK/Ewa Zielonka- Gawrylak

Pachamama, foto: CSK/Ewa Zielonka- Gawrylak

Bardzo spodobała mi się jedna ze sztuczek z piłeczkami do żonglowania, bo nigdy wcześniej nie widziałam niczego podobnego. Artysta na specjalnie przygotowanej platformie z desek stworzył choreografię żonglerską, podczas której piłeczki rytmicznie odbijały się od podłoża. Było ono podłączone do jakiegoś rodzaju wzmacniacza, który sprawiał, że nagłośnione uderzenia piłek brzmiały jak analogowe bity piosenki. Gdyby artysta popełnił jakiś błąd dałoby się to łatwo usłyszeć w zaburzonym rytmie. Jednak o żadnym błędzie nie było mowy! Więc Cronopio był nie tylko klaunem-podróżnikiem, ale też perkusistą (zresztą wśród osób artystycznych współczesnego cyrku całkiem powszechna jest umiejętność grania na jakimś instrumencie).

Z całego spektaklu najbardziej podobał mi się pogrzeb Cronopia, po tym jak spadł z dwumetrowego monocykla. Wszystko zostało przećwiczone chwilę wcześniej z jedną z widzek, której (oczywiście na oczach pozostałej publiczności) wręczył chustkę, aby mogła go odpowiednio opłakiwać i pokazał co ma robić nad jego ciałem (gorzko lamentować opłakując stratę tak wybitnej postaci). Muszę przyznać, że jej żałoba była naprawdę przekonująca. 

 

Żonglerska koronkowa robota z wplecionym przekazem społecznym

Chociaż w samej nazwie CYRKULACJI znajduje się hasło „Wschodnioeuropejski” na tegoroczną edycję osoby organizujące zdecydowały się zaprosić francuską grupę Cie Circography. Nic zresztą dziwnego, biorąc pod uwagę to, jak technicznie dopracowany, a jednocześnie poruszający, ważny i aktualny był prezentowany przez nich spektakl Fractures (czyli Pęknięcie). 

Spektakl rozpoczynał się wejściem na scenę sześciu osób artystycznych w zwartym szyku, niczym orkiestry marszowej posuwających się ramię w ramię, noga przy nodze w idealnej synchronizacji. Niepokojąca była mechaniczność i precyzja, z jaką grupa równo sunęła wzdłuż boków sceny rozpoczynając zgraną żonglerkę maczugami. Niepokój wzrósł jeszcze bardziej, gdy jeden z artystów odłączył się od reszty i zaczął żonglować sam. Grupa zniknęła w ciemności, a mężczyzna-buntownik rozpoczął pełne rozpaczy i desperacji solo w czerwonym świetle lampy. 

Fractures, foto: CSK/Ewa Zielonka- Gawrylak

Fractures opowiadało o presji społecznej, o jednostce ginącej w tłumie, jednostce, którą ten tłum pochłania i nie pozwala wybrzmieć indywidualności. Artyści i artystka za pomocą tańca i żonglerki pokazali jak grupa narzuca sobie samej krępujące ją normy i zasady, jak indywidualność i różnice stają się czymś niepożądanym i tępionym. Chociaż w spektaklu nie wybrzmiało ani jedno słowo, był on naładowany napięciem i emocjami: bezuczuciowym i groźnym marszem, konfliktem osób, próbujących wyłamać się z ram, z tymi, którzy uważali je za bezpieczne i słuszne, bezsilną frustracją zduszonej unikalności. Całość potęgowała niepokojąca muzyka momentami niemal milknąca, by chwilę później wybrzmieć z pełną mocą i interesujące kostiumy osób artystycznych, które w miarę upływu spektaklu i wzrostu napięcia zaczęły pękać się na ciałach występujących, a ich ułożone włosy stopniowo zamieniały się w nieokiełznany kołtun.

Gdybym miałą się do czegoś przyczepić, to znieniłabym przestrzeń, w której pokazano występ. Myślę, że działałby on jeszcze silniej, gdyby dystans między publicznością a osobami artystycznymi został skrócony, a widzowie i widzki siedzieliby bliżej występujących, niż pozwalała na to wielka Sala Operowa CSK. Za to właśnie ta Sala jest idealna, aby odbyła się na niej… 

 

WIEEEELKAAAA GALA, czyli Konkurs Etuid Nowocyrkowych

Jak już wspomniałam na CYRKULACJACH jestem zdecydowanie większą fanką pełnometrażowych pokazów cyrkowych, niż pełnej rozmachu gali konkursowej. W dłuższej formie da się zawrzeć zdecydowanie więcej motywów, historii i treści. Wśród nagród przyznawanych na gali są angaże w prestiżowych światowych cyrkach, więc artyści i artystki zwykle skupiają się na pokazaniu swojej mistrzowskiej techniki, a nie opowiadaniu historii. Gala rządzi się swoimi własnymi prawami. Muszę przyznać, że pomimo mojego nieco sceptycznego nastawiania do tej cyrkowej, pełnej brokatu estrady, tegoroczny Konkurs prezentował tak wysoki poziom cyrkowych technik, że przez całe trzy godziny jego trwania siedziałam w fotelu z oczarowaniem oglądając kolejne etiudy. 

Zacznę nie po kolei, od występu Hennadiego Bondarenko z Ukrainy, który od Jury Konkursu dostał drugie miejsce. Z niesamowitą lekkością, psotnością i humorem zaprezentował on świetną choreografię żonglerską z poikami, a swoją beztroską wyróżniał się spośród reszty występów. Jego etiuda była jedną z moich ulubionych, więc bardzo cieszę się, że doceniło go również Jury.

Hennadi Bondarenko, foto: CSK/Ewa Zielonka- Gawrylak

Hennadi Bondarenko, foto: CSK/Ewa Zielonka- Gawrylak

Interesujący był zabieg, którego użył zarówno żonglujący obręczami David Yemishian, zdobywca nagrody za najlepszy trick (chociaż tak naprawdę nie wiem, za który trick ją otrzymał, ponieważ cały jego występ był na mistrzowskim poziomie) i Vladyslav Holda żonglujący piłeczkami. Obaj po pokazaniu zestawiania imponujących sztuczek na koniec swojego występu zostawili taką, która wydawała się wręcz niemożliwa: Yemishian podrzucał na raz niezliczoną (przeze mnie) ilość obręczy i próbował wszystkie złapać i zawiesić sobie na szyję, a Holda podrzucając w powietrze dziesięć piłeczek chciał złapać wszystkie zanim spadną na ziemię. Obaj wykonali sztuczkę wiele razy – dopóki im nie wyszła. Myślę, że w kontekście konkursu na wielkiej Sali Operowej był to bardzo odważny pomysł: pokazać niesamowicie trudny, nie gwarantujący powodzenia trick, a tym bardziej wykonywanie go do skutku.

Tzina Trikka, foto: CSK/Ewa Zielonka- Gawrylak

Tzina Trikka, foto: CSK/Ewa Zielonka- Gawrylak

Za swój występ wyróżnienie otrzymała wisząca na włosach Tzina Trikka, która wcieliła się w surrealistyczno-zabawną postać: damę ubraną w sterty tiulu w kolorze lila-róż. Jej występ wyróżniał się spośród innych, ponieważ wisząc na włosach artystka śpiewała na żywo jak diva operowa i grała na wiolonczeli. Wspomniałam już o tym jak przestronne są umiejętności osób artystycznych w cyrku, prawda? Sądzę, że ten pełen radosnej energii i komicznej dramaturgii występ słusznie został wyróżniony przez Jury.
Zazwyczaj jest tak, że osoby, które wybieram w głosowaniu na Nagrodę Publiczności tej nagrody nie otrzymują. Tak też stało się tym razem. Wraz z Nagrodą Jury Młodzieżowego otrzymał ją Pasha Voladas, któremu jednak nie da się odmówić mistrzostwa w akrobatyce na drążkach. Ale na kogo zagłosowałam ja?

Pasha Voladas, foto: CSK/Ewa Zielonka- Gawrylak

Pasha Voladas, foto: CSK/Ewa Zielonka- Gawrylak

Siostrzeńskie duety i relacje wiszące na włosku

Dwa z trzech miejsc tegorocznego podium zajęły dziewczyńskie duety aerialowe. Na trzecim miejscu skończyły Yuliia i Olha Mosiienko, bliźniaczki występujące pod nazwą Duo Gemini. Moja ocena nie jest bezstronna, ale przecież żadna nie jest: sama mam siostrę bliźniaczkę i damskie duety opowiadające o relacji siostrzeńskiej  prezentowane na Konkursie były moimi ulubionymi. Yuliia i Olha Mosiienko wirowały na drążku akrobatycznym, ubrane w identyczne kostiumy, splątując się ze sobą tak, że trudno było zorientować się czyje nogi właśnie robią szpagat.Jednak najlepszą etiudę (zdaniem moim i Jury) pokazały Anastasiia i Ellie wiszące na włosach, zaczepione na dwóch końcach jednej liny, zamontowanej w taki sposób, że gdy jedna zniżała się, druga wznosiła się w górę. Konferansjer przed ich występem powiedział, że jedna z dziewczyn była kiedyś pływającą baletnicą i chociaż artystki nie były przecież zanurzone w wodzie płynność, z jaką się poruszały i wirowały na przemian wznosząc się i opadając dawała takie złudzenie. Chociaż artystki nie są spokrewnione, ich występ zachwycił mnie swoją szczerością, autentycznością i bliskością. Gdy wreszcie stanęły na ziemi, objęły się w ciasnym uścisku.

Anastasiia i Ellie, foto: CSK/Ewa Zielonka- Gawrylak

Anastasiia i Ellie, foto: CSK/Ewa Zielonka- Gawrylak

Występ Anastasii i Ellie bardzo przypominał mi inny spektakl o pełnej zmienności i różnic relacji dwóch dziewczyn, czyli How a Spiral Works grupy Art for Rainy Days. Spektakl prezentowany był na tegorocznych CYRKULACJACH, ale ja sama widziałam go już rok temu na Carnavale Sztukmistrzów. Była to piękna pełnometrażowa opowieść przedstawiona przez jedną dziewczynę wiszącą na włosach i drugą na linie wertykalnej. Myślę, że właśnie w dłuższej formie spektaklu etiuda Anastasii i Ellie miałaby szansę wybrzmieć bardziej i opowiedzieć dłuższą historię i mam nadzieję, że może właśnie z nią przyjadą na którąś z przyszłych edycji CYRKULACJI. A może zobaczę je gdzieś indziej?

***

Zdjęcie tytułowe: CSK/Ewa Zielonka- Gawrylak

Zobacz podobne

L’HOMME CIRQUE, fot. Raoul Gilibert

Homme Cirque: żywa spuścizna czy spektakularna nostalgia?

Otwierający festiwal UP! Spektakl „L’HOMME CIRQUE” („Człowiek Cyrk”) Davida Dimitriego dostarczył brukselskiej widowni niesamowitych wrażeń.…

Ghaile Nullar
Why does the sun keep on shining?”

„Dlaczego słońce wciąż świeci”? O końcu świata i potencjale cyrku w 2984 Magda Clanu

W produkcji cyrkowej 2984 Magda Clanu dziwne stworzenie zabiera publiczność w podróż przez opustoszałą skalną pustynię. W trakcie na światło…

Felix Schwaiger

TRZY OFCE

Na OFCĘ (Oleśnicki Festiwal Cyrkowo-Artystyczny) pierwszy raz przyjechałam w 2024 roku. Nie miałam wtedy świadomości, czym jest…

Marta Poniatowska | fotografia tytułowa: Jerzy Wypych
Więcej Tekstów